W socjologicznych diagnozach stanu polskiego społeczeństwa podkreśla się i ocenia negatywnie brak umiejętności współpracy i nawyków podejmowania odpowiedzialności za wspólne sprawy. Z drugiej strony, ton debaty publicznej oraz kolejno przyjmowane rozwiązania prawne wskazują na wyraźny dystans, a nawet obawę przed skutkami rozwoju społeczeństwa obywatelskiego. Zorganizowane wspólnoty umykające kontroli partyjnej traktowane są jak konkurencja czy swoiste zagrożenie dla komfortu funkcjonowania struktur władzy. Widać to na wielu polach. Jednym z przykładów jest konsekwentne deformowanie i zwalczanie spółdzielczości, w tym spółdzielczości mieszkaniowej.

Różne formy realizacji potrzeb mieszkaniowych są względem siebie komplementarne i ich dobrze wyważone współistnienie jest warunkiem koniecznym skutecznego rozwiązywania tego problemu. Spółdzielczość mieszkaniowa jest formą sprawdzoną w świecie, stosunkowo tanią i samofinansującą się, odpowiednią dla osób o niższych i średnich dochodach. Po roku 1989 można było zatem oczekiwać szybkiego powrotu do prawa przedwojennego, zmodyfikowanego z uwzględnieniem rozwiązań obecnie szeroko stosowanych w krajach rozwiniętej gospodarki rynkowej. Nic takiego nie miało miejsca. Działanie w formie spółdzielczej jest coraz trudniejsze.
Oprócz strat ekonomicznych zanika też cenne pole kształtowania się postaw obywatelskich w konfrontacji z realnymi problemami względnie łatwo dostępnymi wiedzy i wyobraźni każdego zainteresowanego.
Jednym z czynników paraliżujących politykę mieszkaniową w Polsce stał się swoisty dogmat o konstytuującej świadomość rynkową mocy indywidualnej własności mieszkania. Darmowe uwłaszczenia, które ewidentnie naruszają konstytucyjną zasadę równości obywateli wobec prawa, wykreowały przy tym pewną grupę bez skrupułów bogacącą się kosztem reszty oraz inną, nie akceptującą faktu, iż utrzymanie nieruchomości kosztuje, bezradną np. wobec konsekwencji zadłużenia. Mieszając różne formy własności w budynkach i stanowiących organizacyjną całość osiedlach bardzo niekorzystnie skonstruowano wzajemne relacje (przełamanie weta wymaga np. drogi sądowej). Wszystko to znacząco utrudnia racjonalne gospodarowanie, podnosi koszty utrzymania i eksploatacji mieszkań, generuje różne konflikty.
Już średniej wielkości osiedle mieszkaniowe o zróżnicowanych zasobach jest dobrym modelem różnorodnych problemów i relacji ekonomicznych i społecznych. Eksploatowanie, utrzymywanie i modernizowanie zasobów uczy odpowiedzialnego gospodarowania, równoważenia oczekiwań i nakładów, inwestowania pod przyszłe oszczędności. Przyjazne osiedle to także tereny zielone, miejsca postojowe, odpowiedni handel i usługi. W gospodarowaniu tymi powierzchniami koszty i dochód nie są zatem jedynymi kryteriami. Ludzie coraz bardziej potrzebują bezpieczeństwa, także tego głębszego, którego nie można kupić. Kluby, świetlice, wspólne imprezy budują więzi, mieszkańcy stają się sąsiadami, społecznością.
Stałe napięcie między koniecznością zrównoważenia budżetu spółdzielni a naturalnym dążeniem do ograniczenia wydatków jej członków wywołuje szerokie zainteresowanie strukturą i zasadnością kosztów. To wymusza identyfikowanie miejsc ich powstawania i doskonalenie rachunkowości. Powszechnie dostępne sprawozdania rzeczowe i finansowe muszą być logiczne i przejrzyste. W tej sytuacji zasiadanie w organach przedstawicielskich to bardzo konkretna, łatwo sprawdzalna odpowiedzialność. Ludzie uczą się wybierać i być wybieranym. To już polityka, na małą skalę, ale jednak.
Tak powstaje KAPITAŁ SPOŁECZNY, który pozwala lepiej żyć i budować swój dobrobyt. Spółdzielczość zawiera w sobie duży potencjał korzyści ekonomicznych i edukacji obywatelskiej, ale potrzebne jest prawo respektujące zasady spółdzielczości. Stosunek do idei spółdzielczości jest ważnym kryterium wiarygodności prodemokratycznych deklaracji.
Dr inż. Anna W. Jankowska